piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział 38 - Krwawa walka

- Bankai, Tensa Zagetsu - krzyknął Ichigo, ponieważ dusza zmasakrowała Rangiku. Była pół żywa. Chłopak zaczął otaczać duszę, dzięki swojej hiper prędkości, dzięki czemu dusza była zdezorientowana i nie wiedziała, skąd trafi. Ichigo był blisko, zamachał się.
- Getsuga Tensho - wydukał, a po chwili z miecz ulotniła się fala niebieskiej, skondensowanej energii, która wypaliła duszę i sprawiała, że poleciała na drugą stronę. Dusza zaczęła krzyczeć, a wręcz piszczeć. Po krótkiej chwili zjawiły się wszystkie duszę, będące usposobieniem mocy Kokuto.
- Że co? - burknął Sakura. Było ich naprawdę wielu. Kilka z nich przebiła Ichiga na wylot. Ten zaczął pluć krwią.
- Nie! - krzyczała dziewczyna. Po chwili jej moc duchowa jeszcze bardziej się zwiększyła. Wpadła w szał. Nie mogła pozwolić, by zabili jej bliską osobę. Jedyną, jak została na tym świecie, a był nim Ichigo - przyszły mąż. Dziewczyna zaczęła wymachiwać kosą na strony, a po chwili zatrzymała, dzięki czemu jej zanpakuto wrócił do formy miecza.
- Fureasendo Hana - Sa-chan za pomocą miecza wycięła w powietrzu poziomą linię. Z końcówki miecza zaczęły się strzelać małe, naelektryzowane, złote półkola, z ogromną prędkością. Zaczęły otaczać każdą z dusz. Niektóre z nich łatwą jej ominęły, a niektóre nie. Połowa piekielnych dusz została zniszczona.

* * *

- Niemożliwe! - krzyczał Kokuto wszystko obserwując. Zaczął pluć krwią, a jego ciało powoli siniało. Jeśli zginie reszta jego dusz piekielnych, to zostanie wepchnięty jeszcze głębiej i tym razem pogrzebany żywcem, bez możliwości ożywienia.
- Co wy robicie? Zniszczcie ich i przyprowadźcie Senne. - rozkazał.

* * *

- Nie pozwolę go skrzywdzić, ja go kocham - syczała dziewczyna, przepełniona gniewem, złością i uczuciem, jakie darzyła Ichiga.
- Sakura, uspokój się. - krzyczał. Jednak ona go nie słuchała. Cały czas atakowała tym samym atakiem duszę. Te półkola mogły się wytwarzać cały czas. To jest najsilniejszy atak Furea no Hana, a zarazem słaby, bo łatwy do ominięcia.

* * *

- Sa-chan - wydukała zmartwiona Hime. Siedziała razem z Sadem i Ishidą w kawiarence.
- Chodźmy. - mówił Ishida. Biegli w stronę mocy duchowej dziewczyny, która z każdą chwil.a była większa i większa.
- Ayasawa-san - warknął Ishida.

* * *

Ichigo nie mógł dłużej na to patrzeć. Jeszcze coś się jej stanie. Wstał z ziemi. Trząsł się, ale musiał jej pomóc. Nie mógł jej stracić.
- Odejdź - zasłonił ją ciałem i odbił ataki dusz, skierowane w nią, swoją Gestugo Tensho.
- Ale...
- Uciekaj - krzyczał.
- Nie! - nie słuchała go wcale.
- Umiesz Kido prawda? - zapytał szybko chłopak.
- Tak.
- Ulecz ich. Nie ma czasu. Mogą umrzeć. - zażądał głosem nieznoszącym sprzeciwu. Dziewczyna szybko znalazła się na ziemi i po chwili rozbłysło zielone światło. Ukyo nauczył jej tylko tego. Mogła uleczyć poruczników, jednak to zużywało jej reitatsu. Sakura zagryzła dolną wargę.
- Shiten Koshun - wydobył się głos Hime, a wokół Sakura pojawiła się tarcza. W je stronę skierowały się ataki dusz, których Ichigo nie mógł zatrzymać. Tarcza została zaatakowana, jej siła wypadkowa przemieniła się w wybuch, raniąc niektóre duszę.
- Hime - krzyknęła szczęśliwa Sakura.
- Sa-chan - spojrzała w jej stronę i zaraz do niej dołączyła.
- Soten Kisshun - zaraz tarcza znalazła się nad wszystkimi i Sakurą też, które zaczęła ich leczyć. Tarcz z Tsubakim nadal była, na wszelki wypadek, by nie zraniła Sakury i innych. Sakura spojrzała w górę., Zostało bardzo mało dusz. Z jakieś dwadzieścia.
- Zróbmy to razem - wysapał zmęczony Ichigo.
- Um, El directo. - powiedział Sado.
- Gestuga Tensho - energia z miecza znów "wyleciała".
- Licht Regen - Ishida dzięki swojemu łukowi wypuścił tysiąc strzał. Wszystkie ataki się ze sobą zmieszały. Trafiły w dusze, które znikły.

* * *

- Cholera - podziemie zaczęło się walić. Kokuto nie mógł uciec. Zostanie tu uwięziony na zawsze. Wola piekła sprawiła, że jego ciało się rozpadło, jak i również kości , by w końcu nie mógł się wskrzesić. I to na zawsze. Jest największym niebezpieczeństwem z piekła. Po chwili nie było Kokuto. Znikł i mogło być już spokojnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz