czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 32 - Ostrzeżenie

Jedna z piekielnych dusz została wysłana do świata ludzi. Miała pokazać, że Kokuto wcale nie żartuje. On w swojej zemście wszystko opracował. Przeczuwał, że Ichigo znajdzie kogoś na komu mu będzie zależy i z pewnością będzie straci kontrolę, gdy ta osoba w niewyjaśnionych okolicznościach zginie. Piekielna dusza przybrała postać listonosza. Kierowała się do domku mieszczącego się niedaleko parku.

* * *

Dusza zapukała do drzwi. Te się po chwili otworzyły.
- Dzień dobry, mam dla pani przesyłkę - powiedziała z uśmiechem dusza. Kobieta była matką Sakury. Sięgnęła po paczkę, ale po chwili przeszedł przez nią prą, powodując liczne rany na jej ciele. Dusza zostawiła kobietę, krwawiącą na samą śmierć.

* * *

Sakura był szczęśliwa. Za niedługo miał być koniec szkoły. Jej chłopak i przyjaciele zaakceptowali fakt, że będzie mieć dziecko, ale martwiła ją jednak rzecz. Czy jej mama będzie chciała ją widzieć? Sa-chan chciała z nią mówić, na temat jej związku z Ichigiem i jej dziecku. Kiedy dotarła pod dom, przeżyła szok. Do jej oczu napłynęły łzy.
- Nie!!! - krzyknęła na całe gardło i podbiegła do mamy. Ukucnęła. Zaczęła ją szturchać, przez co sobie pobrudziła ręce. Przyłożyła palce do szyi, nie było czuć pulsu. Sakura rozpłakała się bardziej. 
- Mamo! - krzyczała. Nie chciała, by odchodziła. Była jej rodziną. Nie miała nikogo oprócz jej. Mimo, że tak ją potraktowała, to nie miała nikogo.

* * *

Ichigo dowiedziała się wszystkiego od dziewczyny. Postawił sprawę jasno, ktoś czai znów na życie jego dziewczyny. Nie mógł na to pozwolić. Musiał za wszelką cenę ją obronić. Nie mógł jej stracić. Była dla niego wszystkim.
- Od teraz będzie zawsze przy mnie. Nie odstępuj mnie na krok - powiedział do niej poważnie, czule przytulając, by wreszcie się uspokoiła. Nie mogła przestać. Koszulka Ichiga była już mokra. Sa-chan zaczęła się bać o swoje życie. 
- To zapewne było tylko ostrzeżenie. - mówił w swoich myślach Kurosaki. Trzymał dziewczynę w żelaznym uścisku. Wiedział, jak się czuje, po stracie matki. Przybita i załamana, ale czas leczy rany...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz